
Doktor Elżbieta Suchowilska z Katedry Hodowli Roślin i Nasiennictwa otrzymała nagrodę Wydziału Nauk Rolniczych, Leśnych i Weterynaryjnych Polskiej Akademii Nauk i Fundacji „Pro Scientia et Vita". Jej badania mogą pomóc nawet w profilaktyce chorób nowotworowych.
Nagroda PAN i Fundacji „Pro Scientia et Vita" to nagroda dla młodych pracowników nauki z zakresu nauk rolniczych, leśnych, weterynaryjnych i o żywności, którzy wyróżniają się istotnym dorobkiem badawczym oraz wysoką aktywnością w środowisku naukowym. O przyznaniu nagrody decydują przede wszystkim publikacje w wysokopunktowanych czasopismach naukowych i ważne staże naukowe. Z całej Polski tę nagrodę otrzymało w tym roku tylko kilka osób. W latach poprzednich jej laureatami byli głównie naukowcy z PAN niezajmujący się dydaktyką.
Elżbieta Suchowilska w swoich badaniach sięga do korzeni rolnictwa, do czasów biblijnych. Bada orkisz - czyli pradawną oplewioną pszenicę uprawną. Pszenica ta w poszukiwaniu coraz bardziej wydajnych odmian - została zapomniana. Obecnie jednak przeżywa swój renesans. Dlaczego?
Ziarno orkiszu zawiera więcej białka niż ziarno pszenicy zwyczajnej. Jest od niego także bogatsze w gluten, który przejawia słabsze działanie alergizujące niż gluten pszenicy zwyczajnej. Ponadto zawiera więcej cynku, miedzi i selenu oraz witamin A, E i D. Dominującymi kwasami tłuszczowymi są wartościowe dla zdrowia nienasycone kwasy linolowy i linolenowy. Gatunek ten jest również bogatym źródłem błonnika pokarmowego. Na dodatek ma małe wymagania glebowe. Rośnie szybko i jest konkurencyjny wobec chwastów. Prawidłowo uprawiany nie wylega, a jeśli już się położy - to ziarno nie kiełkuje w kłosach i jest odporne na grzyby z rodzaju Fusarium (zwłaszcza F. culmorum) - zmorę polskich rolników. Są to grzyby, które w naszych warunkach potrafią zniszczyć nawet 70 proc. uprawy współczesnych odmian pszenicy. Porażone ziarno nadaje się tylko do palenia.
Oczywiście to zboże ma też swoje minusy. Plonuje słabiej niż współczesne odmiany pszenicy, a uzyskanie czystego, pozbawionego plew ziarna wymaga dodatkowego, energochłonnego zabiegu. Jest więc droższe.
Doktor Suchowilska obecnie poszukuje odpowiedzi na pytanie, co powoduje, że orkisz jest bardziej odporny na Fusarium niż pszenica zwyczajna. Jej dotychczasowe badania naukowe wskazują, że odpowiedzialne za to są to związki fenolowe oraz ich pochodne. Te właśnie badania PAN postanowił nagrodzić.
- Te związki z organizmu człowieka
„wymiatają" wolne rodniki, którym przypisuje się odpowiedzialność za
powstawanie raka. Chleb z orkiszu i inne orkiszowe wyroby z powodzeniem
powinni, więc jeść chorzy na nowotwory - wyjaśnia dr Suchowilska.
Problematykę
odporności orkiszu na Fusarium Elżbieta Suchowiska podjęła już w swej
pracy doktorskiej i stanowiła ona podstawę rocznego na stażu w jednym z
najlepszych europejskich instytutów badawczych, Center for Analytical
Chemistry IFA w Tulln pod Wiedniem. Pojechała tam dzięki rocznemu
stypendium ministra nauki i szkolnictwa wyższego z programu wspierania
mobilności młodych naukowców.
- To była dla mnie prawdziwa szkoła życia i to pod każdym względem - wspomina dr Suchowilska.
Niespodzianki i stres zaatakowały ją już na samym początku. Szef Instytutu, kiedy się u niego zameldowała, zaraz w internetowej przeglądarce sprawdził, czym się zajmuje i jakie ma publikacje. Dopiero jak to przeczytał - zaczął rozmowę. Wylewny nie był.
- Zostałam skierowana do właściwego laboratorium. Otrzymałam wszystko, co potrzebne mi było do badań, po czym usłyszałam good luck i mój anioł stróż zniknął.
Przez pierwsze pół roku współtowarzysze z laboratorium wobec mnie zachowywali zimny dystans. Kiedy próbowałam ich zagadać, uprzejmie mnie zbywali. Za to z uwagą śledzili każdy mój krok. Sympatyczne to nie było - wspomina dr Suchowilska. - Do tego panowała tam niesamowita atmosfera pracy. Żadnych rozmów w laboratorium. Ludzie ślęczeli nad pracą od rana do późnej nocy. Zaimponowali mi dyscypliną i determinacją. U nas jest o wiele więcej luzu - porównuje dr Suchowilska.
Olsztynianka wpasowała się w tę atmosferę. Przez pół roku jej życie składało się tylko z pracy. Uroki cesarsko-królewskiego Wiednia były nie dla niej. Za to badania posuwały się galopem.
Chociaż niby nikt nie interesował się tym, co Polka robi, to jednak po pół roku, kiedy jej badania zaczęły dawać pierwsze i to pozytywne wyniki, austriaccy naukowcy zaczęli ją dostrzegać.
- Nagle zauważyłam, że przywitania nie kończą się na wymianie uprzejmości. Ludzie zaczęli interesować się kim jestem, skąd się w Tulln wzięłam i po co. Zrozumiałam wtedy, że Austriacy nie dają zaufania na kredyt. Na zaufanie u nich trzeba zapracować. Mnie kosztowało to pół roku pracy.
Samotność młodej doktor z Olsztyna skończyła się. Okazało się, że jej nowi koledzy i koleżanki z pracy regularnie robią różne imprezy: wspólne wieczorki przy winie, wycieczki, zabawy. Zaczęli ją na nie zapraszać.
- Poznałam ich dzięki temu dość dobrze. To sympatyczni ludzie. Weseli, uczynni. Całkiem inni niż ich na początku oceniałam.
Jedno się nie zmieniło: w pracy pozostała tylko praca, żadnych kawek, papierosków, pogaduszek. To nie jest zły styl - ocenia dr Suchowilska.
- Czy polecam staże naukowe? Oczywiście. Trzeba jeździć, poznawać ludzi, języki, inne style pracy i życia. To pozbawia nas kompleksów, dodaje odwagi.
Staż w Austrii był pierwszą nagrodą za jej pracę. Nagroda PAN i Fundacji „Pro Scientia... " -póki co ostatnią. Między nimi dr Suchowilska otrzymała także statuetkę fundacji „Perspektywy" i konsorcjum wydawniczego Elsevier dla wybitnych młodych naukowców.
Nagrodę PAN dr Suchowilska odbierze 7 grudnia w Warszawie
Źródło: UWM